W pierwszej części meczu gra toczyła się pod dyktando gospodarzy, którzy opanowali środek pola. Szybkie i dokładne podania Kowalczyka, często otwierały wronianom drogę do bramki Zagłębia. Na pierwsze efekty przewagi Amiki nieliczna zgromadzona publiczność musiała czekać zaledwie do 10 minuty. Wówczas to, po kontrowersyjnym faulu na Dawidowskim, piłkę dwadzieścia metrów przed bramką Krupskiego ustawił Kowalczyk. Po gwizdku arbitra wysunął ją Zieńczukowi, a ten bardzo silnym uderzeniem znalazł lukę w lubińskim murze i trafił do siatki obok bezradnego lubińskiego golkipera. Druga bramka dla wronian padła w 30 minucie. Po rzucie rożnym do piłki przed polem karnym dopadł Dembiński i nie zastanawiając się zbyt długo, uderzył w środek bramki, dokładnie tam, gdzie stał Krupski. Gdy wszystkim się wydawało, że bramkarz Zagłębia pewnie złapie piłkę, ta odbiła mu się od klatki piersiowej i wpadła do siatki. W wyniku fatalnego kiksu Amica prowadziła już 2:0. Zrobiło się bardzo nerwowo i na tyle dramatycznie, że w pierwszej odsłonie Zagłębie nie potrafiło stworzyć poważnego zagrożenia dla bramki strzeżonej przez Szamotulskiego. Kilkukrotnie trafić próbowali Klimek i Brasilia, ale pozbawieni wsparcia kolegów, nie byli w stanie odwrócić losów spotkania.
Po zmianie stron gra obu drużyn znacznie się ożywiła i znudzona widownia oglądała efektowniejszy mecz. Ciekawiej było głównie za sprawą Zagłębia, które drugie 45 minut rozpoczęło bardzo ofensywnie. Wprawdzie pierwszą groźna sytuację w 50 min stworzyli gospodarze, ale strzał Dembińskiego pewnie obronił Krupski. W 53 minucie było już tylko 2:1. Na wysokości pola karnego Klimek wślizgiem odebrał piłkę Koniecznemu i zagrał wzdłuż bramki. Tam nadbiegający Brasilia, nie miał najmniejszych problemów z trafieniem do siatki. Sporo kontrowersji na trybunach i wśród piłkarzy Amiki wywołała sytuacja z 58 minuty. Wstrzelona w pole karne piłka trafiła w rękę interweniującego Bogdana Zająca, jednak bardzo dobrze prowadzący zawody Robert Werder, nakazał grać dalej nie dopatrując się przewinienia lubińskiego defensora. Decydująca o losach meczu okazała się 83 minuta. Wprowadzony na boisko w drugiej części meczu Jarosław Popiela, dośrodkował w pole karne tuż pod nogi niepilnowanego Szczypkowskiego. Ten widząc Szamotulskiego stojącego na 2 metrze, technicznym strzałem posłał piłkę w długi róg, lobując bramkarza gospodarzy. W końcówce bardzo groźnie zapowiadającą się akcje Brasili nieprzepisowo przerwał Bednarek, za co został ukarany żółtą kartką.
Podsumowanie: pierwsza połowa nudna i niemrawa. Amica prowadzi 2:0, ale jest to prowadzenie przypadkowe, nie wynikające wcale z lepszej gry. Zagłębie podłamane utratą dwóch bramek, radzi sobie mało przebojowo i nie może znaleźć sposobu na drugą linię gospodarzy. Po przerwie znacznie odważniejsza i zdecydowana gra lubinian. Bardzo dobre zmiany dają Popiela i Bartczak. Amica słabnie z minuty na minutę, co wykorzystuje nasz zespół. Świetna postawa Klimka i gra "do końca" dają efekt w postaci pierwszej bramki. Druga jest zasługą odzyskującego ostatnio wysoką formę Andrzeja Szczypkowskiego (jego piąty gol w sezonie).